407681__meadow-full-of-flowers_p

Światło odkrywania

407681__meadow-full-of-flowers_p

Marzenie mogło wzbudzić w ciele przyjemne lub przykre uczucia. Nie muszą one jednak stać się przyczyną wewnętrznego konfliktu. Są po prostu obecne, i tyle. Oczywiście, gdy są przyjemne, nie uważamy ich za problem. Jeśli jednak chcemy zatrzymać tę przyjemność, to staje się problemem. To samo, gdy czujemy niepokój lub ból Ze wszystkiego robimy problem! Czemu?

Myśl, ze moglibyśmy pozostać całkowicie sami z lękiem lub bólem napawa nas przerażeniem, bo być może nigdy wcześniej tego nie próbowaliśmy. Wydaje się to niebezpieczne i spodziewamy się, że przyspo­rzy nam jeszcze więcej bólu: bólu, któremu nie będzie końca. Umysł zawiera wszelkiego rodzaju fałszywe przeświadczenia o niebezpieczeń­stwie bezpośredniego zetknięcia się ze strachem czy bólem.

Kiedy jesteśmy cisi, uważni, kiedy nie uciekamy i nie opieramy się, lecz naprawdę od początku do końca wnikamy w to, co się wydarza – nie nam nie grozi. Na tym polega prawdziwa obecność. „Ból” i „niepo­kój nie są tym, co mówi nam o nich myśl. Mogą zostać odczute, można Z nimi żyć. Można przetrwać ich obecność. Nie tylko przetrwać, ale i zrozumieć je na wskroś. Chwila braku oddzielenia kładzie kres lękowi. Bezpośrednie widzenie to właśnie światło odkrywania. Działa wtedy nowa energia, która zostaje uwolniona wówczas, kiedy nie ma ucieczki, oporu, woli, sprzeciwu, podziału na „mnie” i „mój ból – kiedy me ma niczego!

W jaki sposób patrzymy na kwiat? Czy mózg zaczyna natychmiast son­dować pamięć w poszukiwaniu jego nazwy? A te wszystkie komentarze i reakcje: „Podoba mi się” albo „Nie podoba mi się”? Gdzie pośród te­go jest ten prawdziwy, cały kwiat?

Niedawno w parę osób wędrowaliśmy po górach przez kobierce kwiatów. Ktoś zastanawiał się, czy maleńkie kwiatuszki rosnące blisko ziemi pachną. Spora chwila upłynęła na spekulacji, zanim ktoś wresz­cie schylił się i powąchał.

Czy można słowo „kwiat” odebrać adekwatnie — jako nazwę, ety­kietkę niosącą szereg skojarzeń, przeszkadzających zazwyczaj w bezpo­średnim postrzeganiu? Możemy trochę poeksperymentować, jeśli to nas ciekawi. Widzieliśmy już tyle kwiatów i „znamy” je na pamięć. Za­miast tego, co faktycznie mamy przed oczami, widzimy wspomnienia.

Możliwe, że malowaliśmy kwiaty, rysowaliśmy je, fotografowaliśmy al­bo układaliśmy z nich kompozycje. Wszystko to ingeruje w nasze pa­trzenie i zaburza jego jasność.

Co dzieje się wówczas, gdy patrzymy na jeden tylko kwiat? Czy można odłożyć na bok słowo „kwiat i spojrzeć świeżym okiem, jak ma­łe dziecko, które nie wiedząc, że to kwiat, widzi coś uderzająco żółtego albo czerwonego, więc zbliża się, dotyka tego, zrywa. Nie sugeruję, że­byśmy zrywali kwiaty, choć nasz syn robił tak jako mały szkrab. A nawet zjadał kwiaty. W szczególności begonie. Małe włókniste begonie. Zrywał jedną po drugiej i zjadał.

Kiedy ktoś zaczyna zastanawiać się jak małe dziecko, czym jest jakaś rzecz, co się wtedy dzieje? Jak wówczas patrzy? Czy możliwe jest pa­trzenie bez „ja”? Samo tylko patrzenie. Nie „już zawsze” ani „długo” czy „dłużej niż poprzednio”, tylko patrzenie. Bez wiedzy, co to jest i co z tego wyniknie. Bez wiedzy czym jest „patrzenie” ani czym jest kwiat.

Leave a Reply

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *